POWIDOKI/AFTERIMAGES, 22 marca - 9 maja 2013
wystawa fotografii / photography exhibition
 
Krzysztof Wojciechowski:
Obraz z ekranu telewizora zacząłem fotografować już w 1967, ale tamte zdjęcia gdzieś może tkwią wśród starych negatywów nie mając większej szansy na drugie życie, inaczej niż te z roku 1969 z pierwszego lądowania człowieka na Księżycu, które pokazałem po czterdziestu latach skojarzone ze zdjęciami z naboru do filmu Rejs. Ale wtedy chodziło o zarejestrowanie wydarzenia, którego bez pośrednictwa telewizji nie można było zarejestrować. Dopiero później, około 1970 włączyłem obraz telewizyjny do prezentacji – była to sterta różnych zdjęć, głównie tzw. domowych, ale były wśród nich właśnie zdjęcia telewizyjne i reprodukcje reklam z ilustrowanych magazynów. Tych innych, zawłaszczonych zdjęć było kilka, ale negatywów pozostało wiele, robionych zarówno w Polsce jak i w latach 1972-3 również w USA. Teraz po raz pierwszy próbuję uważniej przyjrzeć się zdjęciom z konfliktów, które nie wiem gdzie i o co się toczyły (no, może czasami wiem). Wtedy chodziło mi o zrównanie tych zawłaszczonych zdjęć z tymi  bezsprzecznie moimi, o pewną nobilitację tych obrazów niewyraźnych jak złej jakości USG. Taki też chyba był powód włączenia trochę później obrazu telewizyjnego do serii Imperfectum, ale już w postaci „enklawy semantycznej” . Ale to wszystko mówi tylko o formalnych motywach moich działań, ważniejsza i ciekawsza dla mnie jest konfrontacja tych obrazów sprzed ponad 40 lat z pamięcią o tym, co było i wyobrażeniem co będzie za następne 40 lat.
K.P.W.
 
Andrij Bojarov:
Podczas studiów architektonicznych, a szczególnie pod ich koniec, dużo czasu poświęcałem grafice, malarstwu i fotografii, niebawem pojawiła się też kamera wideo z którą zacząłem aktywnie eksperymentować. Źródeł inspiracji było mnóstwo – działania Fluxusu, Art&Language, filmy Warhola i Mekasa po malarstwo Davida Salle. Niedługo jakoś „klasycznie” zostałem przy sztukach tzw. „medialnych” – malarstwo liczyło się tylko wielkoformatowe, a więc wymagało przestrzeni i stałego miejsca, kamery natomiast mogłem zabrać ze sobą wszędzie. Trochę dokumentowałem, ale nie uznawałem i nie chciałem robić fotografii „realistycznej”, tylko „pośrednią”, właśnie „medialną”. I taką pozostaje – głównie tekstową i pod-tekstową, inspirowaną też głównie literaturą i tekstem. Wybudowuję i dokumentuję pewną równoległą rzeczywistość – gdzie bym nie był, w Tallinnie , Lwowie czy Warszawie, wystarczy włączyć telewizor, otworzyć czasopismo czy książkę ( a nadal wolę te z antykwariatu, czy byle znaleziska), a dowody jej istnienia i samodzielnego bytu się znajdują. Ja je tylko utrwalam.
A.B.

 

 

  • DSC_6675
  • DSC_6685
  • DSC_6689