DZIELNIA, 25 listopada 2011 - 7 stycznia 2012

Wystawa to zbiór kilkunastu zdjęć - przede wszystkim z "dzielni", czyli dzielnicy Sielce (ale inne części Warszawy również się tu pojawiają). To spojrzenie osoby lokalnej z wyboru, zakorzenionej - czego nie zmieniły ani podróże, ani próba mieszkania w innym kraju. Gdzie indziej było interesująco, pociągająco, czasem pięknie. Ale nie dało się.
Tak jak funkcjonowanie "tutaj", fotografowanie również okazało się czymś nieuniknionym, przed czym trudno uciec. Mimo, że uwiecznianie jest męczące. Nawet nie ciągły przymus patrzenia, bardziej świat, który patrzy i każe się widzieć.
Na szczęście mały aparat można zawsze mieć pod ręką. Gotowy do przyglądania się. Niezależnie, czy to droga do pracy (liść pod płotem), transfer rowerem przez most Łazienkowski (warszawianie na nadbrzeżu), oczekiwanie na autobus (Księżyc) albo spacer przez park (mysz). Zebrane fotografie nie oceniają, nie upiększają, nie są szukaniem haków na rzeczywistość. To bycie i rejestrowanie - a gdzieś pomiędzy jest własne spojrzenie.
Wrażliwość na obraz kształtowało tu między innymi Atelier z zajęciami rysunku oraz malarstwa. Na opowieść wyczulała polonistyka. Detal przybliża nieustannie kontakt z przyrodą, zwłaszcza sposób widzenia rzeczywistości przez zwierzęta, też nieco fotograficzny, niedopisujący historii, bardzo "tu i teraz".  Ważne były także podróże, również ta autostopem do portugalskiego krańca Europy. Przemierzając świat, bliższy lub ciut dalszy, ogląda się go, jakim jest w danym miejscu i czasie, godzi zależność od zdarzeń i ludzi z poczuciem wolności. Nie szuka ani najciemniejszych stron rzeczywistości, ani nie uzależnia samopoczucia od odwiedzenia punktów najjaśniejszych (które "trzeba zobaczyć"). To połączenia szerokiej i wąskiej perspektywy, literatury i jej braku, koloru i niekoloryzowania.
Klara Naszarkowska

Klara Naszarkowska (ur. 1979) - osoba lokalna z wyboru, zakorzeniona (czego nie zmieniły ani podróże, ani próba mieszkania w innym kraju). Fotografia się jej trzyma, bo to coś, przed czym trudno się obronić. Mimo że uwiecznianie jest męczące: nawet nie ciągły przymus patrzenia, bardziej świat, który patrzy i każe się widzieć. Na szczęście mały aparat można zawsze mieć pod ręką. Fotografując, nie ocenia, nie upiększa, nie szuka haków na rzeczywistość. Rejestruje. Gdzieś pomiędzy jest własne spojrzenie. Lekcjom w Atelier zawdzięcza uczciwe podejście do tworzenia. Polonistyce - gramatykę opowieści. Przyrodzie wyczulenie na detal, podróżom - na szerszą perspektywę.

 

  • L1080894
  • L1080896
  • L1080899